9 sierpnia 2013

Wydawałoby się, że wszystko jest oczywiste...




Autor: Fiona McIntosh
Tytuł: Krew tyrana
Rok wydania: 2013
Wydawnictwo: Galeria Książki
Przełożyła: Mazurek Izabella
Cena: 39,90 zł



Nie wahałam się ani przez chwilę przy kupnie. Miałam dość spory niedosyt po "Królewskim wygnańcu" (recenzja TU), więc pomyślałam, że kolejny tom Trylogii Valisarów mnie zaskoczy. Za książkę wzięłam się od razu po kupnie, na ławce w markecie :).


Minęła dekada od najazdu na  Penraven. Pod rządami Loethara, Koalicja Denova kwitnie, a jej mieszkańcy prowadzą spokojne, ustatkowane życie. Barbarzyńca, którego ataku wszyscy się obawiali, okazał się dobrym i mądrym władcą. Kwitnie handel z państwami spoza okręgów, powstaje nowa rasa ludzi - łączona krew Stepów i Koalicji. 

Wszystko idzie bardzo dobrze i nawet Leonel, prawowity następca tronu, przyznaje to. Jedyną rzeczą, której Loethar nie zdobył to Urok Valisarów.
Przez te dziesięć lat Leo, pod czujnym okiem Kilta Farisa, wyrósł na prawdziwego mężczyznę. Przez ten czas prócz pragnienia odzyskania tronu, kwitła w nim chęć zemsty. Chłopak ma jednak świadomość, że odzyskanie tronu nie będzie takie łatwe. Niekoniecznie wszyscy mieszkańcy Penraven będą chcieć rządów Leonela.

Nikt nie wie natomiast, że prawdziwy dziedzic Uroku Valisarów dorasta nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Poza tym jest jeszcze ktoś, o kim wszyscy zapomnieli - Piven. Przybrany syn króla Brennusa po odejściu od Loethara zaczął się zmieniać i teraz jest "normalny". Odkrył w sobie coś niezwykłego i niebezpiecznego.
Czarne chmury gromadzą się nad rodem Valisarów i już niedługo na świat wyjdą sekrety, które zszokują wszystkich.

Jak już wspomniałam, po Królewskim wygnańcu czułam niedosyt. Teraz Fiona McIntosh zaserwowałam nam zdwojoną dawkę akcji, tajemnic i intryg. Sam prolog okazuje się wielkim zaskoczeniem. Autorka, która po pierwszej części przyzwyczaiła nas do swojego barwnego, niesamowitego świata fantasy, postanowiła rzucić nas na głęboką wodę, umieszczając akcję w XXI wieku normalnego świata. A potem wszystko wraca do normy.

Już po kilku pierwszych rozdziałach zauważamy, że McIntosh w Krwi Tytana akcentuje inne aspekty fabuły i wprowadza nowe wątki. Jest ich o wiele więcej, ale też o wiele łatwiej się odnaleźć. Jest to zasługą bardziej logicznie poukładanej i mniej chaotycznej historii.

Skupiamy się na postaciach, które w pierwszej części były tylko bohaterami pobocznymi. Jest też - dość krótko, ale jednak - wspomniany Corbel de Vis. Dużo akcji gromadzi się wokół Pivena i jego opiekuna Grevena, który jak pamiętamy jest ojcem Lily. Jest też wiele powiedziane o doradcy imperatora. Wcześnie nie darzyłam Freath'a sympatią, ale po tym tomie to się zmieniło.

Autorka kompletnie mnie zaskoczyła. Nigdy nie pomyślałabym, że to wszystko potoczy się w taki sposób. Jednocześnie nie jest to ani trochę naciągane, tylko od początku do końca przemyślane. Książkę naprawdę czyta się z zapartym tchem i trudno przewidzieć, co będzie dalej. 
Moja ocena: 10/10


W ramach wyzwania:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...