6 stycznia 2014

"Wracamy..."

Jutro 4. Przyjaciele mroku - John Marsden
Autor: John Marsden
Tytuł: Jutro 4. Przyjaciele mroku..
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak literanova
Tłumaczenie: Anna Gralak
Cena: 31,90

Seria: Jutro
Tom 4.

Nawet nie wiecie jaka jestem dumna, że napisałam tą recenzję jeszcze dzisiaj. Miałam sobie odpuścić, bo dość późno wróciłam do domu, po całodziennej wędrówce, ale zebrałam się w sobie i o to jest. 
A jutro wybieram się z powrotem do szkoły. Moją dewizą pozostaje: "Byle do ferii". :D

  
Wojna zabiera ze sobą wiele ofiar. Grupa przyjaciół z Wirrawee odczuła to bardzo mocno w ciągu ostatnich miesięcy. Z ósemki zostało ich tylko pięcioro. Po śmierci Robyn, Ellie trudno się otrząsnąć. Mimo to stara się. Teraz jest łatwiej, jest pod okiem pani psycholog, Andrei. No tak, cała grupa znajduje się w Nowej Zelandii - blisko wojny, a jednocześnie tak daleko. Fi, Homer, Lee i Kevin dalej są obok. W pewien sposób cała ta piątka jest traktowana jak bohaterowie. Mogą dostać, co chcą w każdej chwili, mają wszystko, co jest niezbędne do przeżycia: schronienie, względne bezpieczeństwo, ludzi dookoła i mają szacunek... Brakuje im tylko jednego, a mianowicie poczucia, że mogą odetchnąć z ulgą, że ta wieczna niepewność i strach jako stały towarzysz odeszły. I słusznie. Nigdy nie można być niczego pewnym. Bo kto spodziewałby się, że piątka zwykłych nastolatków z nadszarpniętą psychiką, piątka, która niesamowitym fuksem przeżyła i zdziałała tak wiele, będzie musiała wrócić na pole walki, by poprowadzić nowozelandzkich żołnierzy? A więc - chcąc, nie chcąc - przyjaciele wracają... Wracają do Piekła.
Nie sami, lecz z poczuciem samotności, która może ich dopaść za rogiem ciemnej uliczki oblężonego miasta.
„Strach czyni z człowieka egoistę.”~(Jutro 4. Przyjaciele mroku.)
Przyznam, że trzeci tom Jutra wycisnął mi łzy z oczu i pobudził wyobraźnie. Po jego przeczytaniu czułam ogromny niedosyt. Dlatego z chęcią sięgnęłam po kolejną cześć serii. Już na początku rzuciła mi się wielka różnica między tym, a pozostałymi tomami. Jutro 4 płynie zdecydowanie wolniejszym tempem. Nie ma żadnego większego BUM, a tym bardziej kilku BUM, jak to zdarzało się wcześniej. (Na przykład TU). Zaznaczona jest ta świadomość bohaterów, że tym razem działają pod czyimś patronatem, rozkazem i nawet, gdy zostaną sami, nie poczują całkowitej samowolki. Jak zawsze John Marsden świetnie odzwierciedla reali wojny widzianej oczami nastolatka. 

Łatwość i płynność pisania oczarowała mnie już dawno. Autor nie ma problemu z wplataniem wątków w fabułę. Stara się wszystko wprowadzać w dobrym momencie i w odpowiedni sposób. Tak więc każde zachowanie, każdy czyn ma swój ciąg przyczynowo-skutkowy. Również bohaterowie są dobrze skonstruowani, o czym raczej nie trzeba wspominać. Ważna jest jednak zmiana, która w nich zachodzi. Do ich codziennego życia wkrada się trochę okrucieństwa i brutalności, ale też strachu i woli przetrwania. Tak powinien zachowywać się ktoś, walczący o każdy dzień.
Nie jest to łatwe do czytania, przynajmniej dla mnie. Momentami kompletnie kłóci się z zasadami wpojonymi mi przez rodziców i z moim światopoglądem. Potem w moje przemyślenia wkrada się pytanie: "Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? Byłabym gotowa przewartościować całe życie?" Chyba w chwili skrajnego zagorżenia, tak.

W tej części mniej poświęcono działaniom wojennym. Autor bardziej skupił się właśnie na tej zmianie wewnętrznej. Na zbyt szybkim dorastaniu, wskutek danych wydarzeń. Osoby szukające wrażeń, dużo akcji, działań partyzanckich, tą część uznają za słabszą. Jest to raczej pożywka dla ludzi, którzy są gotowi usiąść i zastanowić się nad swoim postępowaniem. Ludzi, potrafiących postawić się w podobnej sytuacji. Chociażby tylko w wyobraźni. Oby tylko w wyobraźni...
Moja ocena: 9/10
PS. Dodam tylko, że okładka jak zwykle cudowna.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...