5 września 2013

Powtórka z rozrywki.

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Mechaniczny anioł
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Mag
Przełożyli: Anna Reszka
Cena: 39 zł



Kiedy była premiera książki (a działo się to trochę temu) nie pomyślałabym, że kiedykolwiek chwycę ją  w ręce. Och, jakże los jest przewrotny ;p


Tessa Gray przypływa do Londynu na statku Main niedługo po pogrzebie ciotki.  Dostała list od brata, który bardzo chciał, by do niego przybyła. I oto jest. Parowiec zacumował w Southampton. Tessa wysiadła, ale po jej bracie nie ma śladu. Pieczę nad nią przejmuję pani Black i pani Dark, które są przysłane przez Nate... No, nie do końca. Dziewczyna zostaje wzięta do niewoli. Jeśli nie będzie spełniać zachcianek Mrocznych Sióstr, Nate'owi może się coś stać. A Mroczne siostry każą jej robić dziwne rzeczy. Ratuje ją Will - jeden z londyńskich Nocnych Łowców. Wraz z chłopakiem Theresa udaje się do Instytutu. Chce uratować jedynego żyjącego członka rodziny, najbliższą jej osobę, lecz prawda może ją przygnieść.
„Zawsze trzeba być ostrożnym z książkami i z tym, co w nich jest, bo słowa mają moc zmieniania ludzi.”~("Mechaniczny Anioł")
Seria ta jest prequelem Darów Anioła. Jak to prequel, opisuje on wydarzenia mające miejsce wcześniej. Są one jakoś powiązane z późniejszymi wydarzeniami. Mogą jakoś wpływać na późniejszą fabułę, lecz na ogół tak nie jest. Mają na celu pokazać czytelnikowi, że było coś wcześniej i już. Zdarza się  że zarówno w prequelu, jak i w głównej serii znajdują się ci sami bohaterzy (Magnus Bane) albo ich wcześniejsze rodzinne odpowiedniki (Lightwood). Natomiast nigdy jeszcze się nie spotkałam z tym, by cała paleta bohaterów była taka sama. Właśnie tak postąpiła autorka. Wsadziła osobowości z Miasta Kości w inne skorupki. Will jakoś niesamowicie przypomina Jace'a, Jam mógłby być Lightwood'em z Nowego Jorku z XXI wieku, tylko bez tej swojej początkowej nienawiści do głównej bohaterki. Tess mimo początkowego zachowania dobrych manier, potem - a spowodowane to jest przekomarzaniem się z Will'em - do złudzenia zachowuje się jak Clary. Ma nawet pasję, którą wcale nie jest malowanie tylko literatura, ale nawet to leży obok siebie.

Przechodząc do fabuły, nie jest ona do końca taka sama jak w Darach Anioła, ale, tak jak wszystko, kształtuje się podobnie. Bohaterka chce ratować członka rodziny, pojawiają się Nocni Łowcy, wtajemniczają ją i postanawiają pomóc. Zawsze się trafi jakaś postać, która nie będzie przepadała za "nową", ale gdzieś pod koniec dojdzie z nią do porozumienia. Mniej więcej tak zarysować można historię w obydwóch książkach. Nie zapominając o wielkiej miłości, która okazuje się niewypałem, oczywiście. Czuję się przez to strasznie zawiedziona. Wydawało mi się, że panią Clare stać na coś lepszego. Mogłaby stworzyć zupełnie nową powieść na fundamentach Instytutu. Niestety, nie zrobiła tego.

Momentami czuła się strasznie nie w temacie. Bardzo podoba mi się pomysł nawiązywania do dzieł literacki, ale kiedy te dzieła znam, bądź są one tak przedstawione, że mogę zrozumieć o co chodzi. Tutaj bohaterowie rozmawiając ze sobą tak manipulują literaturą i poezją, której nie znam, że dalej jej nie znam. Poza tym Clare jak zwykle wcisnęła gdzieniegdzie dialogi, które nie mają żadnego wpływu na bieg fabuły, a mają na celu tylko zaciekawić odbiorcę.

Nie mogę jednak odmówić książce tego, że ciekawi. Trochę nie załapałam udziału mechanicznego aniołka, ale to nic. Odebrałam go bardziej jako symbol mający zaintrygować. Jak zwykle pojawiło się dużo sarkastycznego poczucia humoru, który bardzo lubię. Maiłam nadzieję na coś innego i trochę się zawiodłam, ale nie na tyle, by ocenić książkę negatywnie.
Moja ocena: 6/10

W ramach:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...