15 października 2014

Non stop egzaminy.

Autor: William Nicholson
Tytuł: Pieśniarz Wiatru
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Przełożyła: Milena Wójtowicz
Cena: 29,99 zł


Tak mało czasu, tak dużo nauki i tak mało życia osobistego. Nawet nie mam czasu poczytać.Strasznie mnie to denerwuje, ale nie jest wstanie temu zaradzić. Może potrzebuję jeszcze trochę czasu na "wbicie się" w rytm szkolny. 


Purpura, pomarańcz, kasztan, szarość i biel - czy to tylko zwykłe kolory? Bowman i Kestrel mieszkają w Aramanth, gdzie kolory definiują społeczność. Tak dzieli się miasto i tak żyją ludzie. Kolor decyduje o statusie społecznym, kolor określa ich inteligencje. Ludzie są więźniami kolorów, z którymi w parze idą egzaminy mające zachęcić mieszkańców do ciągłej pracy nad sobą. Od egzaminów uzależnione są warunki życia całej rodziny. Kestrel wcale tego nie lubi.
Jej buntownicza natura w połączeniu z irytującym nauczycielem porusza lawinę. Zdarzenia następujące po sobie jak efekt domina niosą za sobą wiele nieszczęść dla rodziny Hathów. Kestrel otrzymuje zadanie, które może pomóc w zniszczeniu systemu panującego w Aramanth. Wiąże się to z niebezpieczną misją, w której pomoże jej brat i Mumpo - nielubiana przez nikogo sierota z Pomarańczowej, dziwoląg nie pasujący do otoczenia, w którym żyje. Czy uda im się sprawić, by Pieśniarz Wiatru znów zaśpiewał?
"Czemu miałoby mnie to martwić? Nie wiem, co się stanie, póki się nie stanie."
Jestem zaskoczona, choć to chyba za lekkie słowo. Kolejna książka kupiona za grosze dla zapchania czasu kompletnie odbiega od opisu znajdującego się na odwrocie. Przenosimy się do świata powierzchownie mogącego przypominać naszą rzeczywistość, ale zupełniej od niej innego. I tu autor ma u mnie dużego plusa! Jeszcze nigdy nie zetknęłam się z pozycją o takiej fabule. Nicholson świetnie wyeksponował wady zaprojektowanego przez siebie systemu. No cóż, to nie jest skomplikowane, wielowątkowa fabuła ze świetnie uknutymi intrygami, lecz typowa historia dla książki fantasy skierowanej do młodszego czytelnika. Natomiast nie widzę powiązań z cytowanym na okładce Harry'm Potterem. 

Język jest prosty, ale bardzo barwny. Przykładem mogą być używane w Aramanth -  a raczej nieużywane, bo jak tak można! (w końcu to książka dla dzieci) - przekleństwa. Na sam ich widok uśmiech wpływa mi na twarz. Pasowałoby tu wspomnieć o tłumaczeniu, którego podjęła się Milena Wójtowicz słynna z lekkiego stylu. Wszystkie elementy złożone razem tworzą spójną całość. Wprowadzają czytelnika we wspaniały, baśniowy świat. który jest gratką dla młodych czytelników.

Nie mam zbytnio do czego się przyczepić. Na pewno nie jest to lektura, która w pełni do mnie przemawia, jako do dojrzałego czytelnika, ale z chęcią podarowałabym ją siostrzeńcowi. Niesamowite przygody, niestworzone miejsca i kultura wymyślonego ludu w połączeniu z ciekawym przesłaniem powinny spodobać się dzieciom.
Moja ocena: 7,5/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...