26 sierpnia 2014

Wojna Zdrajców.


Autor: Trudi Canavan
Tytuł: Królowa Zdrajców
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo: Galeria Książki
Przełożyła: Mazurek Izabella
Cena: 44,90 zł




Cóż, wakacje nie sprzyjają recenzowaniu. Szczególnie jak w domu przez dwa miesiące spędziło się niecałe dwa tygodnie. Ten tydzień się odrabiam ze wszystkim i nastawiam na nowe doświadczenia czekające na mnie juz od poniedziałku.



Lorkin, któremu Królowa Zarala powierzyła ważną misję, zostaje wtrącony do więzienia przez władcę Sachaki. Król Amakira chce, aby młody mag wyjawił informację mogące pomóc w złapaniu Zdrajców. Jednakże wszystkie jego podstępy nie przynoszą efektów - mężczyzna nieustannie milczy. W między czasie Ambasador Dannyl podejmuje działania mające na celu uwolnienie swojego niegdysiejszego pomocnika. W Kyralii Czarny Mag Sonea przygotowuje się do wyprawy do Sachaki. Niespodziewanie z pomocą Lorkinowi przychodzi królewski doradca, ashaki Achati. Czy można zaufać Sachakanowi? Mimo rodzącego się między nim a Dannylem uczucia, ashaki nigdy nie ukrywał, że wierność władcy i dobro kraju jest dla niego najważniejsze. Czemu więc chce tak bardzo zaryzykować, żeby pomóc magowi z Gildii?
Tym czasem Sonea wyrusza z Kyralii, choć ma zgoła inny cel, niż chęć uwolnienia syna. Jej zadaniem jest nawiązać kontakt handlowy ze Zdrajcami. Towarzyszy jej Regin - dawny wróg oraz pomocnik w sprawie złapania dzikiego maga. Stosunki między tą dwójką ulegają znacznej poprawie, co w żadnym razie nie zmniejsza obaw kobiety przed spędzeniem tylu dni z Reginem.
Czarny Mag Kallen zostaje w Gildii, aby szkolić Lilię i utrzymywać kontakt ze Złodziejami. Dziki mag i jego matka dalej są na wolności, co nie podoba się władcom Krain Sprzymierzonych.
A w Sachace szykuje się wojna domowa. 
"Problem z wyborem tego, co najlepsze, polega na tym, że zawsze musi się znaleźć coś przeciętnego i najgorszego, do czego można to porównać."
Jak zwykle Trudi Canavan serwuje czytelnikom mnogość wątków już od samego początku. Autorka w tym tomie wyraźnie oddzieliła poszczególne historię, które tylko w niektórych momentach spotykają się ze sobą - na krótko -  by znów móc się rozdzielić. Nie działo to na jej korzyść. Przeczytawszy całą Trylogię Zdrajcy oraz Trylogię Czarnego Maga nie mogę pozbyć się wrażenia, że z każdym następnym tomem pomysłów jest coraz mniej, a fabuła staje się coraz bardziej... dziecinna. Inaczej nie mogę tego określić. Dużo stron zapisanych jest tzw. "zapychaczami" niewnoszącymi nic do akcji. Niektóre zachowania bohaterów są abstrakcyjne i kompletnie niestosowne, np. zachowanie Sonei, która jako Czarny Mag pozwala własnemu synowi spychać się na dalszy plan i wplątywać się w sytuacje grożące jego życiu; Lorkin również nie zachowuje się jak jedyne dziecko samotnej matki i nie wykazuje żadnego sentymentu do matki, przez cały czas wspominając ja może ze dwa razy.

W oczy rzuca się schemat fabuły podobny do użytego w Czarnym Magu. Tom za tomem w książkach dzieje się to samo, jedynie miejsce i czas jest inny. I wykonanie gorsze. W ostatniej części jest to najbardziej wyeksponowane. Znowu jest wojna, która, nawiasem mówiąc, opisana została w beznadziejny sposób, co sprawia, że ledwo się zaczęła, a już się skończyła. Tu też pojawia się kolejna niezgodność: Czemu tak potężny naród jak Sachaka tak łatwo poddała się buntownikom, których było zdecydowanie mniej? Co prawda Zdrajcy mieli dodatkową broń, ale ashaki nie wykazali się żadną wolą walki, pozwalając, aby ci "dobrzy" wygrali. Spodziewałam się czegoś niesamowitego jak w Wielkim Mistrzu, ale zawiodłam się.


Wątek Sonei zepchnięto na dalszy plan, a wszystko co jej dotyczyło okazało się nudne i jeszcze bardziej dziecinne. Bohaterka nie zachowywał się tak niedojrzale nawet jako młoda dziewczyna, a od drugiego tomu Canavan na siłę wprowadza w jej życie miłość. Najpierw pojawił się Dorrien, który równie szybko znikł. Teraz wrócił Regin, który do niedawna nawet nie nasunąłby mi się na myśl, bo jak to? Śmiertelny wróg z czasów szkoły i nagle wielka miłość? Pomysł godny taniego paranormal romance. A na tym miłość się nie kończy. Każdy wątek posiada swój własny romans, co jest męczące i jeszcze bardziej podkreśla brak koncepcji autorki na zapełnienie czymś tych, bez mała, sześciuset stron.



Jednego Trudi Canavan odmówić nie mogę - jej warsztat literacki jest naprawdę zadowalający. Łatwo też żongluje wątkami. Potrafi zainteresować czytelnika, ale za każdym razem coraz mniej. Czy napisze kolejną trylogię opisującą dalsze losy Kyralii? Niewykluczone. Autorka zostawiła sobie otwarte drzwi, a właściwie ogromną bramę, która pozwoli na kontynuację serii. Myślę jednak, że jeśli kolejny tom się pojawi, będzie to już mocno naciągane. Dużo zapewne zależy od fanów, a jak na mój gust zakończenie typu "a życie toczy się dalej" całkowicie satysfakcjonuje.
Moja ocena: 6,5/10

Książka przeczytana w ramach Czytam Fantastykę II.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...