24 czerwca 2013

Stać się cieniem doskonałym.

Autor: Brent Weeks
Tytuł: Droga Cienia
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Mag
Przełożyła: Małgorzata Strzelec
Cena: 44,90 zł



Wakacje zbliżają się wielkim krokami w siedmiomilowych butach. Z tej okazji postanowiłam nadgonić trochę recenzji, gdyż prawie całe wakacje spędzę w miejscach, gdzie nie będę miała dostępu do internetu. Teraz, mając więcej czasu, spędzam czas przy komputerze tak na zapas. 


Durzo Blint uważa swój zawód za sztukę. Jest mianowicie siepaczem - zabójcą posiadającym moce zwane Talentem. Jest najlepszym z najlepszych. Wzbudza strach, sam niczego się ni boi. Zawsze kończy to, za co się zabiera i swoją arogancją i pewnością siebie przewyższa cały dwór królewski razem wzięty.
Właśnie te cechy sprawiają, że Merkuriusz, zwykły szczur z gildii wychowujący się w slumsach, jest zachwycony postacią Siepacza. Dzięki oszczędnością zdobytym przez jego najlepszego przyjaciela Jarla postanawia prosić Durzo o terminowanie u niego. To wcale nie jest takie łatwe. Merkuriusz, by zostać siepaczem musi najpierw wykonać zadania - zabić Szczura, gildyjnego szefa i okropnego sadystę. Dopiero, gdy to zrobi - być może - będzie mógł zacząć naukę.
Po latach poznajemy Kylara Sterna - dzieciak, który wszystkiego się bał umarł. Kylar bez problemu porusza się w świecie intryg i kłamstw, ale nie wie, że może zadecydować o losie Cenraii.
"- Ja... ja naprawdę u... 
- Nie! Pewnie, że nie. Czy to wygląda jak piekło? - Blint machnął ręką, wskazując na pokój. - Ha. Bo do nieba by mnie nie wpuścili."~(Droga Cienia)

Brent Weeks jest nowym autorem na moich półkach. Zabierałam się od dłuższego czasu za przeczytanie tej książki, ale cały czas martwiłam się, że mnie zawiedzie. Bałam się banalności, kolejnej powtarzalnej historii, niedokładności i kolejnych kilkunastu problemów, które mogłyby wystąpić w czasie czytania. Poza tym coś w samej okładce i wyglądzie książki mnie odpychało. Z jednej strony nie miałam ochoty jej przeczytać, a z drugiej baaardzo tego chciałam. I nareszcie się przemogłam. Ostatecznie nie wiem co mam myśleć. Zawiodłam się, czy też książka spełniła moje oczekiwania?

Droga Cienia za fundamenty ma zwykłe, schematyczne historie o zabijaniu i bohaterach, którzy wcale nie są dobrzy. Rozwija się jednak w zupełnie innym kierunku, na pewno nie w tym, którego można by się spodziewać. Dużo jest powiedziane o sytuacji politycznej kraju, wszystkich szlacheckich intrygach i innych sprawach, które nie powinny wychodzić na światło dzienne. Jednocześnie bardzo niewiele jest mówione o kulturze i zwyczajach. Wszystko skupia się na żądzy władzy.

Książki pełne walki są fajne pod jednym względem - kto w dzieciństwie nie lubił sobie wyobrażać, że jest niezwyciężony i udawał walkę z niewidzialnym przeciwnikiem? Wątpię, aby ktoś nie zrobił tak choć raz. Strasznie cieszyłam się na każdą wzmiankę o treningach, prawdziwych starciach... Była to raczej 'radość przez łzy'. Wszystko, co miało zainteresować, zostało przełożone na mega nudne i niezrozumiałe opisy, trudne do wyobrażenia. Prawie tak, jakby te sceny zostały przełożone na wzory matematyczne. Książka musi być logiczna, ale będąc książką musi być też fantastyczna.

Możemy oglądać dorastanie Kylara i to jest wielkim plusem. Dzięki temu doskonale rozumiemy jego przekonania, poznajemy go naprawdę. Mimo zwodu, jakiego się podejmuje, dla mnie jest zdecydowanie pozytywną postacią. Natomiast Durzo Blint jest jak maszyna. Jego psychika jest beznadziejna, bezsensowna. Po prostu nie taka.

To wszystko sprawia, że dzieło Bernta Weeksa nie jest książką dla dzieci (przed czym wcale nie ostrzega źle dobrana okłada) i niezbyt ją polubiłam. Zapewne sięgnę po kolejne tomy, z nadzieją, że będzie lepiej.
Moja ocena: 6,5/10

A jakie są wasze plany na wakacje? Wyjeżdżacie, czy też spędzicie całe dwa miesiące w domu?
Zachęcam do pisanie komentarzy, które nic nie kosztują, a sprawiają, że na twarzach blogerów pojawiają się uśmiechy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...