26 marca 2013

Tyle osobowości w jednym...


Autor: David Mitchell
Tytuł: Atlas Chmur
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo: Mag
Przełożyła: Gardzińska Justyna
Cena: 39,00 zł



Wiele się działo w moim życiu w ostatnim czasie i to jest powodem tak długiej nieobecności. Dlatego dzisiaj klękam prosząc o przebaczenie i wychodzę ku Wam z recenzją, do której zbierałam się całe trzy tygodnie. Dalej patrząc tępo na okładkę trudno mi znaleźć odpowiednie słowa, więc wydaję mi się, że napisanie tego tekstu trochę mi zajmie.
Proszę, doceńcie mój trud i napiszcie, co sami sądzicie o dziele Davida Mitchella. 


O tej książce ludzie piszą wiele i różnie. Tak różnie jak różne są przekazywane nam opowieści. Sześć historii w kombinacji 1-2-3-4-5-6-5-4-3-2-1. Każda inna, a jednak podobne. Na pierwszy ogień idzie Adama Ewinga dziennik pacyficzny, który przenosi nas do roku 1850. Adam jest adwokatem, który na pokładzie "Wieszczki" przemierza Pacyfik w drodze powrotnej do domu. Wraz z nim na statku znajduje się doktor Henry Goose, nowo poznany przyjaciel. I nagle urwane w połowie zdanie i już czytamy o młodym kompozytorze imieniem Robert, który uciekając przed długami wyjeżdża do Zedelghem w Belgii. Tam szuka pomocy u Vyvyana Ayrs'a bardzo znanego, a jednocześnie bardzo chorego kompozytora, któremu chce pomóc, oczywiście za pieniądze. Następnie młoda reporterka spotyka Rufusa Sixsmitha. To właśnie on dostawał listy od kompozytora. Dziewczyna natomiast wplątana jest w sprawę elektrowni, która może być zagrożeniem. Tam każdy chce wyeliminować przeciwnika. Przewijając kolejne strony natrafiamy na wydawce książek, który po wielkim sukcesie książki, dzięki swojemu bratu, ląduje w domu starców. Idąc dalej, w przyszłość, przeżywamy moment, gdy ludzkość na tyle rozwinęła się, by takie prace jak sprzedawanie w knajpkach wykonywały genetycznie zmodyfikowane klony. Jeden z takich klonów, a dokładniej Sonmi~451 buntuje się, co jest niedopuszczalne. Ostatnim światem w książce jest czas u schyłku cywilizacji, tuż po Upadku. 
Kiedy ludzie cię chwalą, nie kroczysz własną drogą."~(Atlas chmur)

David Mitchell napisał tylko cztery powieści, z czego dwie - w tym Atlas Chmur - zostały nominowane do brytyjskiej nagrody literackiej, Bookera. Pierwszy raz stykam się z jego twórczością i jestem zafascynowana. Nigdy nie pomyślałabym, że w 544 stronach można zmieścić tyle różnych osobowości. Tak, osobowości. Używam tego słowa, bo bohaterowie to nie kolejne, rozrysowania za pomocą słów, szkielety o własnym światopoglądzie i własnych problemach. Te postacie mają własne poglądy i problemy, ale są realne - na tyle na ile realny może być ktoś, kto powstał w umyśle autora. 
Zdecydowanie bardziej do gustu przypadły mi te dwie
okładki,  niż  ta która powstała na podstawie filmu :)

Atlas chmur ma swój przekaz.To coś, co zmusza nas do refleksji, ale nie narzuca nam nic z góry. Sami decydujemy czy wierzyć w czytane słowa, czy też nie. Przecież zawsze można odłożyć książkę i więcej do niej nie wracać. Pytanie brzmi: czy chcemy to zrobić? Ja wytrwałam do końca i bardzo się z tego powodu cieszę. Niestety, o ile za przekaz można dać szóstkę z plusem, o tyle za pomysł na elementy fantastyczne marne trzy na szynach. Pomysły są ciekawe, ale wykonanie już nie bardzo. Przyjmijmy za przykład sposób w jaki bohaterowie są ze sobą połączeni - za pomocą blizny w kształcie komety. Jakby nie wystarczyło, że stykają się z książkami, filmami, bądź innymi środkami przekazu na temat swoich wcześniejszych wcieleń.

Robiąc swój własny ranking historii z Atlasu chmur na pierwszym miejscu ex aequo znajdują się "Listy z Zedelghem" oraz "Antyfona Sonmi~451" (sama jestem zdziwiona). Ta pierwsza, bo opowiada o problemach normalnego człowieka, który dąży do spełniania marzeń, a ta druga jest niesamowita dzięki słownictwu użytemu przez autora - takim w stylu  "Bajek robotów". Ostatnie miejsce przypadło rozdziałowi "Bród Slooshy i wszystko co potem", zapewne dlatego, że nie podoba mi się wizja tego, jak skończy się Cywilizacja. 

Nie nazwałabym Atlasu... arcydziełem ponad arcydzieła. Nie mogę też powiedzieć, że książka jest beznadziejna. Plasuje się ona tak pomiędzy tymi dwoma stwierdzeniami. Porusza, to co poruszać powinna, zawiera, to co zawierać powinna i jest taka, jak być powinna. Dobra, ale nie wspaniała.
Moja ocena: 9/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...